
Przemysł modowy stoi u progu wielkiej zmiany. Przez lata przyzwyczajeni do błyskawicznie zmieniających się kolekcji i niskich cen, rzadko zastanawialiśmy się nad kosztem ekologicznym naszych wyborów. Marek Kwiatkowski, projektant i założyciel marki „Etos”, postanowił rzucić wyzwanie temu modelowi. W swojej jasnej, wypełnionej roślinami pracowni w sercu Warszawy, Marek opowiada nam o tym, dlaczego ubranie powinno być inwestycją na lata, a nie jednosezonowym kaprysem.
Od korporacji do rzemiosła
Moja droga do zrównoważonej mody nie była oczywista. Przez niemal dekadę pracowałem dla dużych marek sieciowych, gdzie liczyły się tylko liczby i tempo. Widziałem na własne oczy tony materiałów, które trafiały do kosza tylko dlatego, że odcień nie pasował do wizji działu marketingu. To był moment przełomowy. Postanowiłem stworzyć coś, co opiera się na szacunku do materiału i ludzi, którzy go tworzą.
Zrównoważony projektant musi myśleć inaczej niż klasyczny kreator mody. Tutaj estetyka idzie w parze z inżynierią trwałości. Nie projektuję ubrań, które mają zachwycać tylko przez pięć minut na wybiegu. Skupiam się na krojach, które przetrwają zmiany trendów, i na szwach, które wytrzymają setki prań. To jest prawdziwy luksus – rzecz, która starzeje się z nami z godnością.
"Moda zrównoważona to nie tylko organiczna bawełna. To przede wszystkim transparentność całego procesu i świadomość, że za każdym szwem stoi konkretny człowiek i jego godne warunki pracy."
Len – zapomniany skarb polskiego rolnictwa
W mojej kolekcji główną rolę odgrywa len. To fascynująca roślina, która niemal nie wymaga nawadniania i pestycydów. Polska ma wspaniałe tradycje lniarskie, o których zapomnieliśmy w dobie wszechobecnego poliestru. Praca z lnem uczy cierpliwości. On się gniecie, żyje własnym życiem, ale jednocześnie pozwala skórze oddychać jak żadna inna tkanina. Wybierając lokalne surowce, skracam łańcuch dostaw do minimum. Moje tkaniny pokonują setki, a nie dziesiątki tysięcy kilometrów.
Często spotykam się z pytaniem o cenę. Tak, lniana koszula z małej pracowni kosztuje więcej niż ta z popularnej sieciówki. Musimy jednak zrozumieć, co składa się na tę kwotę. To uczciwa płaca dla szwaczek, certyfikowane barwniki, które nie zatruwają rzek, oraz materiał najwyższej klasy. Inwestując w taką rzecz, kupujemy jedną sztukę zamiast pięciu gorszej jakości. W dłuższej perspektywie to po prostu oszczędność portfela i planety.
Walka z nadprodukcją i ideologia pre-order
Największym grzechem współczesnej mody jest nadprodukcja. Marki produkują miliony ubrań, licząc na to, że większość się sprzeda, a resztę można zutylizować. W mojej marce wprowadziliśmy model pre-order. Szyjemy dokładnie tyle sztuk, ile zamówią nasi klienci. Dzięki temu unikamy zalegania towaru w magazynach. Klient musi poczekać dwa tygodnie na swoją paczkę, ale ta chwila oczekiwania sprawia, że bardziej docenia otrzymany produkt.
Proces ten zmienia relację między twórcą a odbiorcą. Nie jesteśmy anonimowymi maszynami do sprzedaży. Moi klienci wiedzą, że ich sukienka powstaje właśnie teraz, pod igłą pani Anny czy pani Marii w naszym warsztacie. To buduje więź i poczucie odpowiedzialności. Rzadziej wyrzucamy coś, o czym wiemy, jak trudny był proces jego powstawania.
Edukacja konsumenta jako klucz do zmiany
Zmiana nie dokona się tylko dzięki projektantom. Kluczowa jest edukacja nas wszystkich. Musimy nauczyć się czytać metki nie tylko pod kątem ceny, ale i składu. Poliester to w rzeczywistości plastik, który podczas każdego prania uwalnia mikrowłókna do oceanów. Wybierajmy włókna naturalne lub pochodzące z recyklingu. Szukajmy certyfikatów takich jak GOTS czy OEKO-TEX, które dają gwarancję bezpieczeństwa dla środowiska.
Moja rada dla osób chcących zmienić swoją szafę? Zacznijcie od tego, co już macie. Najbardziej ekologiczne ubranie to to, które już wisi w waszej garderobie. Naprawiajcie, przerabiajcie, dbajcie. A gdy przyjdzie czas na nowy zakup, postawcie na jakość. Sprawdźcie, jak tkanina układa się w dłoniach, czy szwy są równe, czy guziki są dobrze przyszyte. Te detale mówią o trwałości więcej niż jakikolwiek logotyp.
Patrzę w przyszłość z optymizmem. Widzę coraz więcej młodych ludzi, którzy nie chcą wspierać wyzysku. Dla nich etyka jest równie ważna co estetyka. Moim marzeniem jest, by moda zrównoważona przestała być niszową kategorią „eko” i stała się po prostu standardem. Wierzę, że jesteśmy na dobrej drodze, by przywrócić modzie jej prawdziwą wartość – jako dziedziny sztuki i rzemiosła, a nie pustej konsumpcji.
Komentarze i opinie
Oliwia Kaczmarczyk
06 Czerwca 2026Bardzo inspirujący wywiad. Zdecydowanie musimy zmienić nasze nawyki zakupowe. Tekst o lnie bardzo do mnie trafił!
Kacper Sobczak
06 Czerwca 2026Świetne podejście do tematu ekologii. Model pre-order to genialne rozwiązanie, żeby nie marnować zasobów.
Wiktoria Kołodziej
07 Czerwca 2026Mam nadzieję, że więcej marek pójdzie w tym kierunku. Ceny są wyższe, ale trwałość rzeczywiście nieporównywalna.
Dawid Czerwiński
08 Czerwca 2026Ciekawe spojrzenie na przemysł tekstylny. Mało kto mówi tak otwarcie o problemie poliestru i mikrowłókien.
Dodaj swój komentarz